Drogi Czytelniku... Nie chcę Ci psuć dnia, ale… jest duża szansa, że właśnie zjadłeś macanego pączka. Takiego, który był ugniatany palcami przez kogoś, kto chwilę wcześniej trzymał telefon, wózek, banknoty, a może wyszedł z toalety „na szybko”.
Wystarczyło postać niecałe 2 minuty w jednym ze sklepów pewnej sieci w Mieście Rumia, przy stanowisku z pączkami: 3 osoby podeszły, pomacały, wgniotły, odłożyły z powrotem. A potem – jak gdyby nigdy nic – oblizały palce. Bez rękawiczek. Bez szczypiec. Bez refleksji. Z tym spokojem, który mówi: „A co mi zrobisz? Ja tu w końcu jestem PANEM”.
I wiesz co jest najgorsze? Że to działa jak loteria, w której nagrodą bywa zatrucie.
Oczywiście, osoby te zostały przeze mnie stanowczo poinstruowane o konieczności zabrania tych konkretnych pączków ze sobą.
To nie jest „sprawdzanie świeżości”. To jest bezczelne roznoszenie brudu
Wersja kulturalna brzmi: „Sprawdzam, czy miękkie”.
Wersja prawdziwa brzmi: „Zostawiam po sobie wszystko, co mam na rękach, na jedzeniu, które zje ktoś inny.”
Pączek to nie materac. Bułka to nie piłka. Pieczywo nie jest po to, żeby je dotykać jak w sklepie z tkaninami. Jeśli ktoś naciska palcem, odkłada i bierze następny, to robi z półki strefę eksperymentów biologicznych.
Psychologia „macacza”: co siedzi w głowie takiej osoby?
1) „Jestem ważniejszy niż inni”
To klasyczny układ: moja wygoda > czyjeś zdrowie. Tyle. Reszta to wymówki.
2) „Mnie wolno”
To postawa roszczeniowa. Sklep jest „dla mnie”, zasady są „dla innych”. Taki człowiek nie myśli: „ktoś to zje”. On myśli: „ja wybieram”.
3) „Jak nie dotknę, to mnie oszukają”
Nadmierna podejrzliwość i potrzeba kontroli. Tyle że kontrola świeżości palcem to kontrola… czyjegoś późniejszego bólu brzucha.
4) Brak empatii + brak wstydu
Kluczowy duet. Gdy ktoś oblizuje palce i wraca do macania, to nie jest nieświadomość. To jest sygnał: „Mam was w nosie”.
Co przenoszą brudne ręce na jedzenie? Konkrety, bez ściemy
Ręce są jedną z głównych dróg przenoszenia drobnoustrojów. A w sklepie dotykasz wszystkiego: wózków, koszyków, klamek, terminali, telefonu, opakowań po mięsie, poręczy. Potem dotykasz jedzenia. Prosto.
Co najczęściej, wg badań, przechodzi z rąk na pączka/bułkę:
- Gronkowiec złocisty (Staphylococcus aureus) – często siedzi na skórze i w nosie; potrafi wywołać zatrucia (wymioty, biegunka) poprzez toksyny.
- E. coli – szczególnie gdy ktoś ma słabą higienę po toalecie; część szczepów może powodować ostre problemy jelitowe.
- Salmonella – biegunki, gorączka, ból brzucha, osłabienie.
- Norowirus – ultra-zakaźny; potrafi „położyć” dom w jeden dzień (wymioty, biegunka, odwodnienie).
- Wirusy infekcji dróg oddechowych – przenoszone przez dotykanie ust/nosa, potem produktów.
I co potem?
Dotyk zostawia drobnoustroje na powierzchni. Ty to bierzesz, wkładasz do torby, przenosisz na dłonie, na klamkę auta, na blat w kuchni… a potem w końcu do ust. Czasem skończy się na „nic mi nie było”. A czasem na: „czemu mnie tak skręca?”.
To jest szczególnie groźne dla dzieci, seniorów, kobiet w ciąży i osób z obniżoną odpornością. Czyli… dla sporej części ludzi, którzy normalnie żyją, pracują i kupują jedzenie jak Ty.
A teraz najlepsze: to samo dotyczy bułek, chleba i całego pieczywa
Jeśli ktoś myśli, że problem dotyczy tylko pączków, to lista jest dłuższa... Bułki, chleb, rogale, drożdżówki – wszędzie tam działa to samo: macanie, przebieranie, odkładanie.
To, że pieczywo „wygląda świeżo”, nie znaczy, że jest czyste. Brud nie świeci.
Co robić? Tak: reagować. I to stanowczo, prostym językiem.
Nie bądź „tym, co nie chce konfliktu”. Bo później konflikt masz z własnym żołądkiem.
Masz prawo powiedzieć wprost:
- „Proszę nie macać jedzenia. Od tego są rękawiczki albo szczypce.”
- „To kupi ktoś inny. Niech Pan/Pani tego nie dotyka gołymi rękami.”
- „Jak dotknięte, to proszę wziąć.”
Jeśli ktoś się oburza, robi teatr albo udaje niewiniątko – zgłoś obsłudze. To nie jest donos. To jest minimalna troska o higienę w miejscu publicznym.
I nie daj sobie wmówić, że przesadzasz.
Nie przesadzasz. Przesadza ten, kto uważa, że jego palce są certyfikowane przez sanepid.
Sklepy też powinny robić swoje
Rękawiczki muszą być łatwo dostępne, szczypce – działające i czyste, a personel powinien reagować. Bo jeśli nikt nie reaguje, to „macacze” dostają sygnał: można.
A nie można.
Na koniec: jak chcesz „sprawdzać” – sprawdzaj cenę, nie czyjąś odporność
Pączek ma być zjedzony, nie testowany. Pieczywo ma trafić do torby, nie przez czyjeś dłonie, ślinę i „ja tylko dotknę”.
Więc następnym razem, gdy stoisz przy stanowisku i widzisz macanie – reaguj. Krótko. Stanowczo. Bez poczucia winy.
Smacznego! :)
zdjęcie ilustracyjne































