Dzisiaj jest: 28.7.2021, imieniny: Ady, Wiwiany, Sylwiusza

Reklama:

Rumia - Okupacyjne wspomnienia Andrzeja Dolińskiego

Dodano: 3 tygodnie temu Czytane: 164 Autor:

W ostatnich tygodniach zbiory Wirtualnego Muzeum Rumi zasiliła cyfrowa kopia wspomnień spisanych przez zmarłego niedawno Andrzeja Dolińskiego.

Rumia - Okupacyjne wspomnienia Andrzeja Dolińskiego

W ostatnich tygodniach zbiory Wirtualnego Muzeum Rumi zasiliła cyfrowa kopia wspomnień spisanych przez zmarłego niedawno Andrzeja Dolińskiego. Spędził on dzieciństwo w okupowanej Rumi, a swoje przeżycia na krótko przed śmiercią zrelacjonował w swoistym pamiętniku pt. „Żywot Jędrzeja (nie)poczciwego”. Ten wyjątkowy zbiór wspomnień przekazała naszemu miastu siostra zmarłego autora – mieszkająca obecnie w Gdańsku Barbara Lezner.

Żywot Jędrzeja (nie)poczciwego…

Zbiór wspomnień Andrzeja Dolińskiego, mimo iż pisany z perspektywy małego dziecka, zawiera interesujące szczegóły, które pozwalają uściślić fakty historyczne. Przede wszystkim zaś pamiętnik jest zapisem indywidualnych odczuć, przemyśleń i przeżyć, które pozwalają lepiej zrozumieć okupacyjną rzeczywistość Rumi i tragiczne dzieje jej mieszkańców. Andrzej Doliński interesował się historią, a do poznawania przeszłości podchodził świadomie i z wrażliwością. Szczegółowość opisów oraz zgodność z faktami i opowieściami innych mieszkańców miasta zdają się potwierdzać autentyczność wspomnień autora.


 
Andrzej Doliński z rodzicami, 1938 r.

Wtedy nadeszła wojna…

Andrzej Doliński urodził się 6 kwietnia 1938 roku w Pucku. Jego ojcem był Eugeniusz Doliński, a matką Wanda Dolińska (z domu Frankowska). Z racji zawodu ojca – który był meteorologiem w gdyńskim oddziale Państwowego Instytutu Meteorologicznego, wcześniej zaś służył w puckim Morskim Dywizjonie Lotniczym – cała rodzina związała się z Pomorzem:

„Ojciec pracował w PIHM w Gdyni. Razem z kolegą przystąpili do pisania podręcznika z meteorologii. W planach miał zamiar, za tantiemy, kupić mieszkanie i ściągnąć rodzinę. Póki co przeprowadziliśmy się do Rumi pod Gdynią”.

Rodzina Dolińskich zamieszkała w Rumi w wynajmowanym mieszkaniu przy ulicy Sienkiewicza. Jak wspomina Andrzej Doliński, był to dobry i szczęśliwy czas. On sam urodził się zdrowy i silny, a krótko przed wybuchem wojny jego mama zaszła w ciążę po raz drugi. Rodzice darzyli się dużą miłością, a przed ojcem chłopca rysowała się perspektywa udanej kariery zawodowej. Tę sielską rzeczywistość całkowicie zburzyła wojna.


 
Andrzej Doliński z młodszą siostrą Barbarą

„Ojca powołano w ramach rezerwy do MDLotu. Wojna w Pucku rozpoczęła się pierwszego września o godzinie 4:50 od nalotu kilkunastu faszystowskich samolotów na lotnisko, koszary i urządzenia […]. Po tym nalocie dywizjon lotniczy przeniósł wszystkie ocalałe hydroplany w rejon Kuźnica – Hel, wraz z jedynym pełnowartościowym Cant-Z (włoskim wodnosamolotem – przyp. red.). Pozostały personel spieszono i skierowano do obrony nasady Półwyspu Helskiego. Tam w jednej z bitew, między 9 a 11 września, poległ ojciec”.



 
Eugeniusz Doliński - tata Andrzeja, zginął we wrześniu 1939 r.

Eugeniusz Doliński zginął, kiedy jego syn miał niecałe dwa lata. Swojego taty nie poznała młodsza siostra Andrzeja – Barbara, która urodziła się na początku 1940 roku. Wojna zamieniła dobre życie rodziny Dolińskich w koszmar, odtąd Andrzej i Barbara wraz z mamą Wandą zdani byli wyłącznie na siebie i pomoc sąsiadów. W pobliżu nie mieszkali żadni członkowie rodziny (ta uległa rozproszeniu jeszcze przed wojną), a okupacyjna rzeczywistość była bardzo trudna.

„Mama opowiadała, że zima [roku 1939/40] była wyjątkowo ostra i śnieżna, a my bez środków do życia. Na domiar tego w styczniu urodziła się moja siostra, a ja zachorowałem na zapalenie płuc […]. Tylko dzięki niesamowitemu hartowi ducha matki i dobremu sercu sąsiadów jakoś przetrwaliśmy najtragiczniejszy okres. Po powrocie do zdrowia, szukając środków do życia, matka zabrała się do szycia na zamówienie. Powoli nabierała wprawę i w stosunkowo krótkim czasie wyrobiła sobie renomę na tyle, że mogliśmy jakoś żyć”.


 
Wanda Dolińska – mama Andrzeja

Na niemieckim lotnisku

Państwo Dolińscy mieszkali w jednej z kamienic przy dzisiejszej ulicy Sienkiewicza. Z okien ich mieszkania widać było ogrodzenie niemieckiego lotniska wojskowego. Obiekt militarny powstał w wyniku rozbudowy istniejącego w  tym miejscu polskiego portu lotniczego.

„Mieszkaliśmy na skraju miejscowości, około 100 metrów od ogrodzenia sporych rozmiarów lotniska […]. Nasz dom stał na samym skrzyżowaniu bocznej uliczki z ulicą wiodącą od lotniska do odległego o kilometr dworca kolejowego […]”.

Choć lotnisko było obiektem militarnym, zamkniętym dla cywili, zdarzało się, że wojskowi zapraszali miejscową ludność na różnego rodzaju uroczystości i pokazy. Jedno z takich wydarzeń zapisało się w pamięci Andrzeja Dolińskiego.

„Drugiego dnia ogłoszono, że święto trwa i że w niedzielę lotnisko będzie udostępnione do zwiedzania. Takiej gratki nie mogłem przepuścić! Nareszcie będę mógł zobaczyć samoloty z bliska. Rano o godzinie 10-tej pognałem z uczuciem, że nic nie może mi przeszkodzić […]. Samoloty zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzieciom pozwolono wchodzić do środka bombowców. Oczywiście byłem wszędzie […]. W pobliże zwiedzających podkołował dwumiejscowy samolot, z którego wysiadł pilot mający na tyłku spadochron i zapytał gromkim głosem, czy znajdzie się chętny na polatanie nad lotniskiem. Zapadła cisza. Z tłumu wyszedł jakiś obdartus, twierdząc, że może spróbować. Uradowany pilot posadził go na tylnym siedzeniu, samolot ryknął zwiększonymi obrotami i ruszył, nabierając prędkość. Nagle ku naszemu przerażeniu pilot wygramolił się na skrzydło i w biegu zeskoczył na murawę”.

Żart niemieckich lotników zrobił duże wrażenie na zwiedzających lotnisko. Nikt bowiem nie spodziewał się, że „jakiś obdartus” to w rzeczywistości wykwalifikowany wojskowy pilot…

„Patrzyliśmy coraz bardziej przestraszeni. Przecież ten człowiek leci po raz pierwszy w życiu i na pewno się zabije. No i stało się. Z niemal pionowej świecy maszyna przeszła w pozycję odwrotną, pikując prosto w tłum. Trudno opisać panikę […]. Drań poderwał samolot nad samą ziemią i odleciał […]. Radość mieli tylko lotnicy. Tarzali się ze śmiechu. Na koniec lotnik z fantazją wylądował, ukłonił się… jednak braw nie było […]”.

Wspomnienia Andrzeja Dolińskiego obejmują także lata 1943-1945, czyli okres wzmożonych nalotów bombowych realizowanych przez aliantów, a także starcie sił radziecko-niemieckich, którego efektem było wyzwolenie Rumi i Gdyni. Opowieści związane z tymi epizodami naszych dziejów przedstawione zostaną w kolejnym numerze Rumskich Nowin.


Autorem tekstu jest Dariusz Rybacki, pełnomocnik burmistrza Rumi do spraw historii miasta

Źródło: Rumia.eu
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji handlowych dotyczących usług i produktów własnych oraz partnerów współpracujących z Korporacja.NET Sp. z o.o. na adres e-mail.
Dodaj Bezpłatne Ogłoszenia w Portalu MiastoRumia.pl